śr. 17 stycznia 2018
 
Szukaj
?
 
*  
Dla studentów wyjeżdżających
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
*  
Podczas pobytu
 
     - 
 
     - 
 
*  
Dla studentów wracających
 
     - 
 
*  
Relacje z wyjazdów Erasmus
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
*  
Information for foreign students
 
 
     - 
 
 
     - 
 
     - 
 
     - 
 
 
 
Włochy
 
 
 

Mój Erasmus…

Dawno dawno temu… starsza pani profesor - mikrobiolog zatrzymała mnie na korytarzu uniwersyteckim i agitowała idźcie zapisywać się na Erasmusa”. Spojrzałam na kolegę stojącego obok ze wzrokiem mówiącym: „Te studia i tak są ciężkie – po co sobie je dodatkowo komplikować?”. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, czym jest owy „Erasmus”. Oczywiście, będąc ciekawską z natury, sprawdziłam tę informację, bo informacja to podobno cenna rzecz w dzisiejszych czasach, albo lepiej - w tamtejszych. Nurtowało mnie to, zwłaszcza, że przygotowywałam się do pracy magisterskiej i miałam ręce pełne roboty. Przygotowując się do „magisterki” korzystałam z książek niemieckojęzycznych i anglojęzycznych. Stwierdziłam, że całkiem nieźle władam tymi językami. Jako dziecko odwiedziłam kiedyś na wycieczce wakacyjnej Wiedeń i Muzeum Historii Naturalnej… Wspomnienie to utkwiło w mojej pamięci bardzo głęboko i w momencie pisania pracy magisterskiej myśl o tamtym miejscu powracała, zwłaszcza, że praca magisterska dotyczyła zakresu nauk przyrodniczych.

Erasmus to wyjazd na partnerską uczelnię zagraniczną o podobnym profilu dydaktycznym jak Alma Mater; jest to zdobywanie doświadczenia w obcym miejscu, gdzie ludzie mówią w innym języku i jest to ogólnie mówiąc taka trochę „szkoła przetrwania”. Zadałam sobie pytanie: czy jestem w stanie sobie poradzić na uczelni gdzieś daleko od domu, jak na własnej uczelni całkiem bliskiej – różnie to wychodziło? Jako urodzony badacz postanowiłam tą hipotezę przetestować i sprawdzić, jak poradzę sobie w nowych okolicznościach.

Postanowiłam jechać do Wiednia. Wszystko było super, aż do momentu, w którym oznajmiono mi, że jednak do Wiednia nie pojadę. Mogłam jechać do Włoch, do „jakiejś” miejscowości, o nieznanej mi nazwie. Do Wiednia nie mogłam pojechać, bo tylko doktoranci tam jeździli. Taka polityka uczelni. Tak więc zadałam sobie pytanie: „A niemiecki? Przecież po włosku nie potrafię ani słowa?” . W końcu doszłam do wniosku, że z angielskim we Włoszech na pewno sobie poradzę.

I tak to się zaczęło…cdn.

Ewelina